Dziś mama wróciła z wywiadówki w szkole w nienajlepszymhumorze. Jak zwykle oberwało mi się o język angielski. Nauczycielka powiedziałamamie, że cały czas marzę na lekcjach o niebieskich migdałach i patrzę w okno.Właściwie to rzeczywiście nie interesują mnie te lekcje. Marzę, żekiedyś będę tancerką światowej sławy. Zawsze z niecierpliwością czekam na wtorkowe i czwartkowe lekcje tańca. Mamastwierdziła, że jeśli tak dalej pójdzie, to zabroni mi chodzić do szkoły jogi.Normalnie wtedy to już na pewno byłaby porażka. Żadnych przyjemności tylkonauka.
Jedynym przedmiotem z którym sobie radzę jest informatyka.Bardzo pomaga mi na lekcjach szybkie pisanie na klawiaturze. Umiejętność tązdobyłam pisząc blogi. Wprawdzie szkolne komputery nie dorównują sprzętowomojemu, ale i tak doskonale się na nich pracuje.
A propos nauki, to nienawidzę geografii. Na każdej lekcjikorzystamy z danych statystycznych i w każdy poniedziałek musze dźwigać tepiekielne tablice z sondażami.
Bardzo lubię natomiast szkolne warsztaty. Przychodzą do nasważne osobistości i prowadzą ciekawe lekcje. Ostatnio była u nas pani z AgencjiReklamowej. Poznałam wtedy ciekawe formy reklamy, które jak powiedziała, napewno przydadzą się w naszej przyszłej pracy.
Kończę na dziś pisanie, bo mama gotuje nowoczesną zupępomidorową z przepisu kulinarnego, do którego wszystkie warzywa kupił tata wWarszawie, jak był na trzydniowej delegacji. Wkrótce skrobnę coś nowego.